Jest już 13 grudnia. Wolne mam teoretycznie od 1 czerwca i od tej pory nie robie nic użytecznego dla siebie samej. Wszystko na rzecz innym jak orkiestra światecznej pomocy razy dwanaście miesięcy.
Od kilku dni w szczególności próbuje z siebie coś wycisnąć, ale kończy sie to z takim samym rezultatem. A nawet chwilami gorszym.
*- Dziś na serio, biorę się za japoński!
trzy godziny poźniej...
- jeszcze tylko sprawdzę fejsa, to i to i to i to i to.........
......to i to i to...
....... godzina 16.00
-Jezu dalej nic nie zrobiłam! Co ja mam zrobić?! Jezuuu. Japoński?! Ale jednak dalej mnie ciagnie do koreańskiego T___T
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
godzina 18.00
-dziś już nic nie zrobię. Jutro zacznę ale już na serio!
Następnego dnia.
-dobra, to biorę sie za ten koreański, bo jednak bardziej go lubię.
trzy godziny później...
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nic nie ma w internecie do nauki, jak mam sie go uczyć?! ....O fajna piosenka! ♫♫♫
godzina 16.00
jezu nie dam rady! Chce mi sie spaaać. Czego mam się uczyć? Przecież ten koreański do konca mi sie nie podoba x.x" Oooo jezuuuuuuu*
I jak juz tak powołam sobie Jezusa, pomecze się, to w końcu szukam jedzenia żeby mieć wymówkę.
*No przecie teraz jem, jak skończe to sie pouczę!*
###
W najbliższym czasie są dwie rzeczy których nie mogę się wręcz doczekać.
Pierwsza to napad elity na nasze LO. Już wszystko zaplanowałam! :D
Punkt 1. Robimy wtargnięcie do naszej szkoły dumny krokiem. No bo ja pierdziele, do szkoły właśnie zbliża się śmietanka towarzyska.
Punkt 2. Wdychamy to powietrze szkolne, rozglądamy się jak zagubione cioty patrząc co sie zmieniło.
Punkt 3. IDZIEMY do sali pana K. Wszystkie gapie na nas, rany Boskie kto to przyszedł?!
Punkt 4. Tuż przed drzwiami do sali 31 czaimy się jak włamywacze, a potem wyskakuję ( bo wiem, że Ka. bynajmniej do zbyt wesołych nienależy...;] )w cudaśnej czapce drąc się jakimś światecznym tekstem.
(Byle by to sie nie zmieniło w potknięcie lub uciekanie przed Princessą z hasłem "hohoh Kurwaaaaaaaaaa")
Punkt 5. Pan K. razem z jego obecnie pupilaśną klasą 3T1 robią oczy bo przyszłyśMY >D
Punkt 6. Coś bredzimy z panem K.,ściągamy płaszcze i się dosiadamy. ( Może zrobi kawke :D)
Punkt 7. Jest cudownie - gadamy o życiu, jakie właśnie marnujemy zbaczając potem na temat świąt. Transformuję sie w moikołaja płci żeńskiej i rozdaję elicie prezenciki, a w Mareczka rzucam węgiel.
ŻARTUJEEEEEEEEEEEEE.
Punkt 8. Dalej jest cudownie. E&P przeżywają miłosne czary mary gapiąc się na siebie, a ja się napawam widokiem zdezorientowanego M. którego nieźle nastraszyłam swoją wizytą >D
Punkt 9. idziemy sobie luknąć na daty matur - bo w TYM ROKU SIĘ NIE ZAGAPIĘ, na co wszyscy zapewne będą mi zwracać uwagę.
Punkt 10. Przyglądam się paszczom licealistów, zwłaszcza tych których mam na czarnej liscie wysłania do Pakistanu. Jednocześnie przechadzamy się po holu jak po czerwonym dywanie. Potem wspominamy wszystko niczym star babcie zaliczajac na koniec kibelek.
Punkt 11. Powrót do pana K.
Punkt 12. /13./14.... bliżej nieokreślone co się moze wydarzyć. Oby coś dobrego
Juhuuhuuuuuu
Drugi dzień - to mój ulubiony dzień w roku. Notować - 31 grudnia. Powodów nie podam ;) Ale powiem szczerze że robienia bilansu rocznego wyczekuje z wywieszonym jęzorem. Na żaden rok w życiu, się tak nie wy narzekam jak na 2012. To będą prawdziwe delicje.
Błagam o pizze, filmy i 15 godzin beztroskiego snu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz