Od kilku dni paskudnie obnoszę się myślami, jak pogmatwało mi się moje życie, jak poszło inna drogą chociaz nie tak to planowałam. I mimo że myślę, że to część przeznaczenia, ciągle nie mogę tego do końca zaakceptować.
Moje oczka natomiast w porównaniu do S. otwierają się juz o 6.30 słysząc cudowną melodię muzyki U-KISS "When the love stops". Następnie moje nerwy się odzywają słysząc już zwykły jazgot dzwonka o 7.10, a następnie drze się sumienie o 7.45 i wtedy to musze podnieść się z łóżka, bo nie ma nic bardziej upierdliwego niż własne sumienie. Tak zaczyna się mój każdy dzień. Mam w nim wiele atrakcji, które z pewnością mogą się czasem nadawać do programów rozrywkowych. Gotowanie to już standard - chyba że robię coś pierwszy raz, wtedy zazwyczaj coś spierniczę... -.-
Teoretycznie w moim planie powinnam teraz pracować, uczyć się na świetnym kierunku policealnej i zaczynać robić swoje małe kroczki ku wielkiej przyszłości. Zdobywać doświadczenie, brnąć w kolejne pomysły i smakować życie w każdym jego smaku. Ja jednak stoj.. tfu! siedzę tu - w kuchni. Przed laptopem, gotując po raz setny ziemniaki, nie mając własnego grosza w kieszeni, martwiąc się o innych, by zdążyć z obiadem i dostając w zamian za to figę z makiem. I ta myśl... "Co ja tutaj robię", kiedy inni są w szkole, na uniwerkach, w pracy. Ja sobie tu bezkarnie siedzę i nic 'nie robię'
Dodatkowy bonus - największy wróg pod jednym dachem.
Kocham swoje życie... A ponoć teraz ma spaść trochę szczęścia w tym miesiącu, to ja widzę tylko śnieg i problemy na horyzoncie.

może to dziwne N, ale kocham twoje narzekanie <3
OdpowiedzUsuńTo jest bardzo dziwne że wszyscy je lubią, bo to jest narzekanie >.>""" Nie wiem co ja źle robie w narzekaniu...>.>"
OdpowiedzUsuńhahahahahahah <3 robisz je dobrze, bo to ma cieszyc a nie dołowac... -.-
Usuń